Zmagania
olimpijskie w Moskwie w 1980 r. odbywały się w czasie, na który przypadała
czterdziesta rocznica zbrodni popełnionej przez Sowietów na Polakach w Katyniu.
Wyraźnie podkreślała to opozycja niepodległościowa, która próbowała tym samym
przypomnieć ten fakt polskim olimpijczykom wyjeżdżającym do ZSRS. Odbyło się to
jednak bez spodziewanego rezultatu…
Wielu polskich sportowców na łamach prasy wyrażało się krytycznie wobec
amerykańskich planów bojkotu olimpiady. Można więc przypuszczać, że mogli mieć
pozytywny stosunek do organizatorów igrzysk lub wyrażali opinię zgodną z
komunistyczną retoryką. Władysław Kozakiewicz twierdził, że: „próby
torpedowania wspaniałej idei olimpijskiej spalą na panewce. Sądzę, że olimpiada
odbędzie się w planowanym terminie w Moskwie. Amerykanie postępują nieuczciwie,
wysuwając sprawę bojkotu”. Po latach jednak zmienił swoje zdanie na temat
moskiewskich igrzysk, pisząc: „obok satysfakcji ze zdobycia złotego medalu i
ustanowieniu rekordu świata, [Olimpiada] pozostawiła uczucie niechęci, jakiegoś
zażenowania, że uczestniczyłem w szopce rodem z innej planety. Nie będę wdawał
się w polityczne rozważania. Wszyscy pamiętają sowiecką agresję na Afganistan i
bojkot moskiewskiej olimpiady”. Polityczne napięcie między dwoma światowymi
mocarstwami narastało przez wiele miesięcy; „wybuchło” w 1980 r. Mimo wielu
mediacji, prób złagodzenia sporu, aby wszyscy sportowcy mogli uczestniczyć w
olimpiadzie, doszło ostatecznie do bojkotu igrzysk. Można odnieść wrażenie, że
w tej rozgrywce Kreml mógł liczyć na ciche wsparcie ze strony władz MKOl, w
którym wielkie wpływy posiadał Juan Antonio Samaranch, były ambasador Hiszpanii
w ZSRS.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że polityka nie powinna ingerować
w świat sportu tak mocno i głęboko, jak to miało miejsce w 1980 r., gdyż
zawodnicy zwykle latami przygotowują się do udziału w tych zawodach, licząc
wyłącznie na sportową rywalizację. Nagle
wkracza w ten świat wielka polityka, co prowadzi do tego, że wielu z tych
sportowców pozostaje w domach, inni zaś uczestniczą w tych zawodach pozbawieni
obiektywnej konkurencji; wywołuje to wielkie oburzenie. Czy jednak jest słuszna
ingerencja polityczna, która broni podstawowych wartości związanych z ideą olimpijską?
Naturalnie tak. Bo czym była wojna w Afganistanie, jeśli nie zaprzeczeniem tym
wartościom. Nawet jeśli Amerykanie prowadzili politykę tak, aby zaostrzyć kurs
wobec Kremla, wykorzystując w tym celu olimpiadę jako jeden z elementów gry
politycznej, to decyzja o bojkocie wydaje się słuszna. Bojkot uzyskał poparcie
63. narodowych komitetów olimpijskich, które nie wysłały swoich sportowców na
te igrzyska.
W PRL oczywiście inicjatywa ta nie znalazła poparcia komunistycznej
władzy. Czy zatem polski olimpijczyk mógł zareagować inaczej? Czy mógł
pozytywnie odpowiedzieć na apel opozycji, która nawoływała do bojkotu olimpiady
ze względu na miejsce jej organizacji, a przede wszystkim na charakter zbrodni
dokonanej przez gospodarzy igrzysk na polskich obywatelach wiosną 1940 r.,
wśród których było wielu sportowców. Wydaje mi się, że mógł, nawet jeśli
zmuszony byłby oglądać olimpiadę z kraju, to historia prędzej czy później
upomniałaby się o niego. Była to znakomita okazja, gdy oczy całego świata
skierowane były na Moskwę, aby przypomnieć opinii międzynarodowej zbrodnię, o
której świat zachodni wolał milczeć. Taka postawa byłaby świadectwem godnym do
naśladowania, szczególnie dla młodego pokolenia Polaków, którzy z wielkim
uznaniem patrzą na bohaterskie czyny rodaków w okresie PRL (także ze środowiska
sportowego). Tak się jednak nie stało, pozostała nam jedynie w pamięci złość
Kozakiewicza. Warto więc przypominać próby podejmowane przez środowiska
niepodległościowe, skierowane do polskich sportowców, nawet jeśli okazały się
nieskuteczne.
Pomimo trudności wiele takich inicjatyw społecznych narodziło się zarówno
w kraju, jak i wśród Polaków mieszkających poza granicami. W Australii w
czerwcu 1979 r. w prasie polonijnej zamieszczono apel pod wymownym tytułem Katyń a Olimpiada w Moskwie, nawiązujący
do zbliżającej się okrągłej rocznicy mordu polskich jeńców w Lesie Katyńskim:
„[W] roku 1980 odbywa się w Moskwie Olimpiada – impreza, którą Sowieci
niewątpliwie będą usiłowali wykorzystać na propagandę swego totalitarnego
ustroju komunistycznego, podobnie jak Niemcy hitlerowskie w 1936 r. na
Olimpiadzie w Berlinie usiłowali wykazać wyższość rasy germańskiej i ustroju
nazistowskiego. Zestawienie tych dwóch wydarzeń – zbrodni katyńskiej i
Olimpiady w Moskwie – chyba winno przemówić do wyobraźni każdego […]. Godność
narodowa Polakowi nakazuje zajęcie postawy: ani jeden grosz polski na
moskiewską olimpiadę i ani jeden Polak na igrzyskach w Moskwie – w tej
siedzibie katów sowieckich […]”. Na łamach „Wiadomości Polskich” przed igrzyskami
pojawił się cykl artykułów poświęconych zbrodni katyńskiej, które następnie
trafiły różnymi kanałami do kraju.
Z podobną inicjatywą w kraju wystąpili działacze Komitetu Porozumienia na
Rzecz Samostanowienia Narodu, m.in. Marian Piłka, Edward Staniewski oraz
Wojciech Ziembiński. 13 lutego 1980 r. wystąpili z apelem do polskich
olimpijczyków o bojkot zbliżających się igrzysk, jednak bez większego efektu.
„Letnie igrzyska mają odbyć się w lipcu 1980 r. w Moskwie – stolicy kraju,
gdzie przed 40 laty dokonano zbrodni ludobójstwa na około 15 tysiącach oficerów
polskich wziętych do niewoli przez wojska rosyjskie, które wraz z wojskami
niemieckimi dokonały inwazji na Polskę we wrześniu 1939 r. Komitet Porozumienia
na rzecz Samostanowienia Narodu proklamował rok 1980 Rokiem Pamięci Narodowej i
domaga się ujawnienia przez Związek Radziecki jego sprawców i okoliczności
zbrodni katyńskiej oraz wskazania wszystkich mogił pomordowanych w ZSRR
obywateli polskich. W oświadczeniu 31 stycznia [1980] przeciwstawiliśmy się najnowszej
inwazji wojsk radzieckich na Afganistan. W powyższej sytuacji udział polskich
olimpijczyków w igrzyskach moskiewskich należy uznać za sprzeczny z godnością
Narodu od dwu wieków walczącego o swoją Niepodległość i przelewającego hojnie
krew za «wolność waszą i naszą». Uważamy, że Igrzyska Olimpijskie muszą
pozostać symbolem rzeczywistego pokoju i szlachetnego braterstwa wszystkich
narodów”. Z ustaleń Departamentu III MSW wynikało, że apel ten został
opracowany przez działaczy opozycji „na uprzednie żądanie złożone telefonicznie
przez Piotra Jeglińskiego”. Zdaniem SB (w tym okresie bezpieka intensywnie
rozpracowywała organizację m.in. poprzez założenie SOR krypt. „Hazardziści”)
Edward Staniewski przekazał podczas rozmowy telefonicznej treść apelu Jeglińskiemu,
który wówczas przebywał w Paryżu. Następnie treść tego wystąpienia została 18
lutego 1980 r. nadana w Radiu Wolna Europa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz